Obiektyw-nie

Widzialna strona świata

Que viva Mexico!

z 2 komentarzami

Manuel Alvarez Bravo (fot. Pedro Mayer, 2000)

Manuel Alvarez Bravo (fot. Pedro Mayer, 2000)

To nie było zaplanowane spotkanie, szukałam – znowu – zupełnie czego innego. Ale już po przejrzeniu pierwszych jego fotografii wiedziałam, że muszę się nimi tutaj podzielić. Nawet tylko w ramach korespondencji z aktualnie czytaną “Śmiercią Artemia Cruz”. Wydobyłam u siebie i dla siebie Fuentesa kameralnego i wyciszonego, skoncentrowanego na emocjach. Świadomie pomijałam to, co jest u niego może nawet ważniejsze – “Śmierć…” jest przecież powieścią polityczną sensu stricto, jest rozprawą z historią i o historii, opowieścią o rewolucji i jej skutkach.

U Alvareza Bravo zatrzymało mnie najpierw – paradoksalnie – zdjęcie, które tak inne jest od pozostałych; zdjęcie na poły interwencyjne, to ono bowiem nie tyle najmocniej, co najbardziej bezpośrednio odsyłało do Fuentesa – można by je było zderzyć z pewną bezwzględnością u niego obecną, wydobyć kwestię niewinności i ceny.

Nie ono jednak wydaje mi się najmocniejsze, chociaż na pewno jest najbardziej brutalne. Koncentruję się, jak zawsze, na portretach. One są dla mnie najbardziej wymowne. (I jeszcze ta jego fascynacja surrealizmem, jakieś odrealnienie – stąd zderzenie dwóch pierwszych zdjęć; na obu z nich jest ta sama, a jednak tak inna, Isabel Villasenor, zresztą postać sama w sobie ciekawa – przynajmniej tak by wynikało z informacji na marginesie gdzieś wyczytanych. :-)

Luźne kontekty: tutaj.

Wynotowane fragmenty z Fuentesa: (17), Pragnienie, Obcość.

Przed oglądaniem, proponuję lekturę tego krótkiego artykułu:

Manuel Alvarez Bravo

Kobieta z plemienia Isthmus czesząca włosy Isabel Villasenor (1933)

Portrait of the Eternal (1935)

Marzenie (1931)

Muchachita! (1933)

Człowiek z Papantii (1934)

Zaćmienie (1933)

Pochyleni (1934)

We wsi (1942-1945)

X-ray Window (1940)

Written by temprana

01/06/2008 @ 21:07

Napisane w Uncategorized

Tagged with ,

Odpowiedzi: 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. Właściwie nie wiem, dlaczego to drugie brutalne zdjęcie przywołało mi w pamięci zdjęcie opisywane przez Elizondo w “Farabeuf”. Leng-cz’y jest jeszcze bardziej brutalne, ale nie dlatego to zdjęcie przemawia do mnie bardziej niż Bravo. Tylko dlatego, że Chińczyk ze zdjęcia żyje, jego wyraz twarzy, białka oczu, agonia bardziej mną wstrząsają niż po prostu nieboszczyk…

    verdiana

    03/06/2008 at 21:53

  2. Ja nie miałam takich skojarzeń, może dlatego, że nie lubię Elizondo (bo zupełnie tej książki nie rozumiem, ale nie jest to ten przyjemny niepokój, kiedy mamy wrażenie, że coś wymyka się naszemu zrozumieniu, że jest w tym jakiś sens, który umyka, ale który jednak obejmujemy gdzieś niemalże instynktownie; nie, to jest po prostu “Ja nie rozumiem, o co w tym chodzi”). Zgadzam się natomiast co do tego, że tamta fotografia działa mocniej. Ta jest dla mnie zbyt ilustracyjna, jeśli ją zamieściłam, to przede wszystkim dlatego, żeby pokazać, co mnie bezpośrednio do/na tego fotografa naprowadziło.

    nowalijka

    04/06/2008 at 15:22


Dodaj komentarz