Obiektyw-nie

Widzialna strona świata

“Ksiąg jestem niesyty”

Skomentuj »

Book and Camera (1999)

(…) włada mną pewna nienasycona żądza, której opanować dotychczas ani nie mogłem, ani nawet nie chciałem, pochlebiam sobie bowiem, że pożądanie szlachetnych rzeczy nie jest nieszlachetne. Chcesz znać moją chorobę? Oto ksiąg jestem niesyty. I mam ich więcej niż trzeba, lecz jak z innymi rzeczami, tak i z księgami: każda zdobycz jest ostrogą chciwości. Tylko że w książkach jest coś szczególnego: złoto, srebro, klejnoty, purpura (…) i tym podobne rzeczy dają niemą i powierzchowną rozkosz, książki natomiast przenikają nas do głębi, mówią z nami, radzą i łączą się z nami żywą i serdeczną zażyłością, a żadna nie przychodzi samotnie, ale wprowadza imiona innych i jedna każe łaknąć drugiej.

Francesco Petrarca

Abelardo Morell

(wszystkie książkowe pomysły Morella)

Dictionary (1994)

Two Tall Books (2002)

Books in Tall Bookcase (2001)

1841 Book of Proverbs for the Blind (1995)

Two Open Book (2000)

Old Travel Scrapbook and Postcard: Tower of Pisa (2000)

Tower of Babel by Breugel (1995)

Portait of Inghirmai by Raphael (1993)

Portaits by Da Vinci (1993)

Book of Durer Paintings (1994)

Written by temprana

12/06/2008 at 13:32

Napisane w Seryjnie, USA

Tagged with

Bliskość

Skomentuj »

Ruth Bernhard

Two forms (1963)

Written by temprana

10/06/2008 at 12:26

Napisane w Uncategorized

Tagged with

Que viva Mexico! (2)

Skomentuj »

Tina Modotii (fot. E. Weston)

Tina Modotti

Awanturnicze życie. Z pochodzenia – Włoszka. W wieku 16 lat – mamy rok 1913 – emigruje do Stanów Zjednoczonych, do ojca, od pewnego już czasu przebywającego w San Francisco. Marzy się jej kariera filmowa, zagra nawet w kilku filmach niemych, bez szczególnego zresztą powodzenia. Jej pierwsze małżeństwo, zwieńczone przeprowadzką do Los Angeles, także podporządkowane jest realizacji tego celu. Nie stanie się najbardziej znaną gwiazdą przemysłu filmowego, pozna natomiast Edwarda Westona; wda się z nim w burzliwy romans. Stanie się jego najbardziej znaną modelką; kontakty z nim sprawią, że sama zainteresuje się fotografią. Meksyk zacznie odgrywać znaczącą rolę w jej życiu, kiedy uda się tam jej mąż – a ona podąży za nim. Rok jest 1921. Robo umiera w styczniu 1922, w 1923 – Modotti wraca do Meksyku, już z Westonem. Fotografie, które chcę tu dziś pokazać, powstają w ciągu następnych kilku lat. Manuel Alvarez Bruno, wypowiadając się o nich, będzie podkreślał z jednej strony ich rewolucyjność, z drugiej – romantyczność. Cóż, romantyczne mogło być co najwyżej życie Modotti, nie w obiegowym znaczeniu, raczej w podkreśleniu gwałtownych przeskoków i zmian, nieoczekiwanych zwrotów akcji, dramatycznych zawieszeń, smutnych końców. Większy wpływ na codzienność miały chyba “rewolucyjne”, komunistyczne poglądy. Medotti obraca się w Meksyku z jednej strony w środowisku awangardy, z drugiej zaś – pośród co bardziej prominentnych komunistów. Wstąpi do partii komunistycznej, jej światopogląd, jawnie, wręcz ostentacyjnie manifestowany, doprowadzi z czasem do wydalenia jej z Meksyku. Powłóczy się przez czas jakiś po Europie, pojedzie do Moskwy (zostanie agentką sowieckiego wywiadu), w trakcie wojny domowej – do Hiszpanii, wróci wreszcie – na fałszywych papierach, a jakże! – do Meksyku, gdzie umrze w 1942 roku na atak serca; podejrzewano zabójstwo.

Jej meksykańskie fotografie mają co najmniej dwa oblicza. Pierwsze z nich to wrażliwa dokumentacja, spokojna i wyważona obserwacja, szereg na pozór zupełnie zwykłych portretów, którym często trzeba się przyjrzeć dłużej nim dostrzeże się w nich coś niepokojącego (te oczy, te dysonanse…). Drugie – to bezpośredni zapis jej poglądów, ale nawet tam, gdzie jest on najbardziej ilustracyjny, intryguje sprawnym i błyskotliwym dostrzeganiem paradoksów, jakąś czułością, zdawałoby się – zupełnie nie na miejscu w zderzeniu z wielkimi hasłami rewolucji. Pokazuję fotografie z obu tych grup. :-)

Campesinos (1926)

przekażesz twarze łagodne, obce, bez jutra, bo robią wszystko dzisiaj, mówią dzisiaj, istnieją w teraźniejszości i są teraźniejszością, mówią ‘jutro’, bo jutro ich nie obchodzi: ty będziesz ich przyszłością nie będąc nią, ty skończysz się dzisiaj, myśląc o jutrze, oni będą jutrem, ponieważ żyją tylko dziś

Carlos Fuentes, Śmierć Artemia Cruz

(tu dłuższy fragment)

Kobieta z Tehuantepec niosąca jecapixtle

Kobieta z olla (1926)

Meksykanka z koszykiem (1929)

Kobieta niosąca koszyk przez rzekę (ok. 1929)

Campesino z sianem (ok. 1927-1929)

Chłopiec w sombrero (1927)

Meksykańskie sombrero z młotem i sierpem (1927)

Kobieta z flagą (1928)

Meksykańscy chłopi czytający “El Machete”

(nie umiem się uwolnić od skojarzenia z tym zdjęciem, pokazywanym już kiedyś gdzie indziej)

(Rosyjscy) chłopi czytający “Prawdę”

Written by temprana

04/06/2008 at 18:22

Napisane w Uncategorized

Tagged with ,

“Flor de manita”

Skomentuj »

Tina Modotti

Flor de manita (ok. 1925)

Written by temprana

02/06/2008 at 22:50

Napisane w Uncategorized

Tagged with

Que viva Mexico!

z 2 komentarzami

Manuel Alvarez Bravo (fot. Pedro Mayer, 2000)

Manuel Alvarez Bravo (fot. Pedro Mayer, 2000)

To nie było zaplanowane spotkanie, szukałam – znowu – zupełnie czego innego. Ale już po przejrzeniu pierwszych jego fotografii wiedziałam, że muszę się nimi tutaj podzielić. Nawet tylko w ramach korespondencji z aktualnie czytaną “Śmiercią Artemia Cruz”. Wydobyłam u siebie i dla siebie Fuentesa kameralnego i wyciszonego, skoncentrowanego na emocjach. Świadomie pomijałam to, co jest u niego może nawet ważniejsze – “Śmierć…” jest przecież powieścią polityczną sensu stricto, jest rozprawą z historią i o historii, opowieścią o rewolucji i jej skutkach.

U Alvareza Bravo zatrzymało mnie najpierw – paradoksalnie – zdjęcie, które tak inne jest od pozostałych; zdjęcie na poły interwencyjne, to ono bowiem nie tyle najmocniej, co najbardziej bezpośrednio odsyłało do Fuentesa – można by je było zderzyć z pewną bezwzględnością u niego obecną, wydobyć kwestię niewinności i ceny.

Nie ono jednak wydaje mi się najmocniejsze, chociaż na pewno jest najbardziej brutalne. Koncentruję się, jak zawsze, na portretach. One są dla mnie najbardziej wymowne. (I jeszcze ta jego fascynacja surrealizmem, jakieś odrealnienie – stąd zderzenie dwóch pierwszych zdjęć; na obu z nich jest ta sama, a jednak tak inna, Isabel Villasenor, zresztą postać sama w sobie ciekawa – przynajmniej tak by wynikało z informacji na marginesie gdzieś wyczytanych. :-)

Luźne kontekty: tutaj.

Wynotowane fragmenty z Fuentesa: (17), Pragnienie, Obcość.

Przed oglądaniem, proponuję lekturę tego krótkiego artykułu:

Manuel Alvarez Bravo

Kobieta z plemienia Isthmus czesząca włosy Isabel Villasenor (1933)

Portrait of the Eternal (1935)

Marzenie (1931)

Muchachita! (1933)

Człowiek z Papantii (1934)

Zaćmienie (1933)

Pochyleni (1934)

We wsi (1942-1945)

X-ray Window (1940)

Written by temprana

01/06/2008 at 21:07

Napisane w Uncategorized

Tagged with ,

NN

z 5 komentarzami

Written by temprana

27/05/2008 at 20:17

Napisane w Uncategorized

Przedmioty

Skomentuj »

Przedmioty martwe są zawsze w porządku i nic im, niestety, nie można zarzucić. Nie udało mi się nigdy zauważyć krzesła, które przestępuje z nogi na nogę, ani łóżka, które staje dęba. Także stoły, nawet kiedy są zmęczone, nie odważą się przekląć. Podejrzewam, że przedmioty robią to ze względów wychowawczych, aby wciąż nam wypominać naszą niestałość.

Zbigniew Herbert, Przedmioty

(z tomu Hermes, pies i gwiazda)

Zeke Berman

Fruit Basket (fot. Zeke Berman)

Fruit Basket

Maple Branch (fot. Zeke Berman)

Maple Branch

Interior (fot. Zeke Berman)

Interior

Written by temprana

24/05/2008 at 11:22

Napisane w Uncategorized

Tagged with

Eleanor

Skomentuj »

Błądziłam dziś dość przypadkowo po znanej stronie Masters of Photography . Nie szukałam niczego konkretnego. Nazwiska wybierałam na chybił trafił. I tak znalazłam dla siebie Harry’ego Callahana. A zwłaszcza jedno zdjęcie, które stało się bezpośrednim powodem powołania do życia tego bloga; zdjęcie, którym i tutaj chciałabym się podzielić:

Eleanor (Harry Callahan, 1947)

… a tu proszę, raz jeszcze początki. Początki, których nie lubię, początki niezręczne. Długo nie miałam potrzeby tworzenia innego bloga. Wystarczała mi w pełni przestrzeń, w której dzielić się mogłam – coraz częściej cudzymi – słowami. Kiedy szukałam dla niego nazwy, “zaczytanie” narzuciło się samo z siebie – jako naturalny stan umysłu. Nie mogłabym z taką samą swobodą nazwać tego miejsca w sieci “zapatrzeniem”, jeśli już w ogóle szukać by określenia, można by powiedzieć, co najwyżej, ostrożnie: “sztuka patrzenia”. Widzialna strona świata dopiero zaczyna dla mnie istnieć, a blog ten stać się ma – przynajmniej zgodnie z pomysłem – przestrzenią, w której podzielić się mogę tymi wizualnymi przebłyskami, które jakoś mnie zachwycają i które chciałabym dla siebie – i dla innych – zatrzymać. Obraz ma tu zdecydowanie grać rolę wiodącą. Słowa, jeśli w ogóle będą się pojawiać, to tylko w roli skromnego komentarza.

Written by temprana

23/05/2008 at 22:36

Napisane w Uncategorized

Tagged with